sobota, 17 lutego 2018

szklarz... 2012.12.12

12 grudnia 2012
Dzis robię za szklarza. Bartek dostarczył mi stare okna które sa na tyle duże by można było z nich  odzyskać odpowiednia szybę.
Stukam, pukam i próbuje delikatnie zbijać kit który jest bardzo zapieczony. Kiedy już mam "obite" 3/4 okna nagle prysk i szyba pęka. Sztyfcik (gwoździk) podtrzymujący szybę był źle wbity(za blisko szkła) i przy zbijaniu kitu uszkodził do reszty szybę.
 Kolejne okno i ... trach... ten sam rezultat... Załamka sięga zenitu
Robię sobie większa przerwę tym razem wybieram okno zewnętrzne bo wtedy kit jest bardziej kruszący. Tym razem jest ok.
Docinam szybę dobrze, ale okazuje sie ze okno jest ciutek zwichrowane inie wszędzie jest równe. Musze sobie pomóc kombinerkami i lekko gdzie nigdzie oszczypać.. Potem kitowanie i jest superek.
Kolejna szybkę jaka chce odzyskać ma iść do świetlika nad kuchnie. Ona robi trach przy odbijaniu kitu, alle robię łączeniówkę z 2 kawałków i wszystko jako tako gra... Chyba nie nadaje się na szklarza.

Budzi się świt porannej zmiany
robotnicy farby sennie lezą do pracy
jakiś kac niepytany
odbija się wczorajsza czkawką

Syzyf toczy do góry swój kamień
a los szykuje sposób by mu się nie udało
Czas skrupulatnie odlicza minuty
rysując kolejne zmarszczki na kalendarzu

Przeciąga się ze snu słońce
bledną zmęczone czuwaniem gwiazdy
w swoje bajorko wdeptują świnie
sprytne koguty witają świt

Terkocze codzienność w swych trybach
ożywiając kolejne etapy wszechświata
Przecierając oczy nikt nie zastanawia się
że ten kolejny dzień jest dla nas darem....

brzdek..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz