sobota, 17 lutego 2018

śniegi... 2012.12.3

3 grudnia 2012
Wiem ze nic nie wiem kiedy wstaje do pracy. a to dlatego ze za oknem biało od nadmiaru śniegu. znaczy się napadało i jest ślisko, Kiedy wysiadam z autobusu by dojść do pracy pada najwięcej jak jakaś zawieja Docieram jako mały bałwanek...
Dzień płynie spokojnie i jakoś udaje mi sie przetrwać te 12 godzin  Po powrocie zasiadam za sterami Radiolatków i gram dla słuchaczy rożne kawałki.



Patrzę cicho na  gwiazd mruganie
słuchając jak szepczą księżyc
przytulam się do niemej nocy
w myślach rodząc tęsknotę


Pakuję ją do koperty
prosząc pasikonika wiatr
by skoczyć jednym susem
 do Twego serca


i tu przytulam wargami smak raju
czując drżenie Twego ciała
z rozmarzenia rozpływam sie w powietrzu
noc pachnie jaśminem


Czuję taniec Twoich warg
dojrzewają maliny w Twoim ogrodzie
jabłka kuszą czerwienia myśli
anielski uśmiech przywołuje sen


przez zamknięte oczy czyje budzący sie świt
marzenia jeszcze graja w duszy
za oknem zdziwione słonce
patrzy jak prószy śnieg...


brzdęk...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz