5 listopada 2012
Dzień nie pozwolił mi spać tylko zerwałam nie do pracy. Kiedy wychodziłem z domu jeszcze nie padało, ale już na przystanku była mżawka. Kiedy wysiałem z autobusu i szedłem do miejsca pracy lało już porządnie. Niestety byłem bez parasola wiec trochę przemoknąłem. I taki sie deszczowy dzień zrobił...
Czas mijał pomału i osowiale. Wróciłem do domku i myślałem o tym żeby isc spać. Posłuchałem troszkę Radiolatków i zjadłem obiadokolaje i potem spokojnie udałem sie do łóżeczka...
Tęsknota uwiła sobie gniazdko
w listopadowym liście
Szarość spowiła ulice
więc potrzebuje kolorów twego szczęścia
Jesień pochyla się nad człowiekiem
licząc obolałe kości
Szukam Twych ust
co pokrzepia moje zmysły
Deszcz wystukuje miarowo
zasmuconą nostalgie
Czekam Twych ramion co otula
moje zamyślone serce
Powiało chłodem i sennością powiek
jakaś okaleczona pustka dotyka duszę
Przyjdź do mnie miła
i spraw by dookoła była wiosna
brzdęk....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz