13 stycznia 2012
zbieram się by wywlec się z łóżka bo to dzisiaj praca na mnie czeka a jest niecierpliwa, wiec nie wypada sie spóźnić.
Tu czas się ślimaczy okrutnie i jeszcze bardziej osłabia moje libido. Po pracy docieram do domu lekko padnięty, na nic nie mam ochoty tylko coś zjeść i położyć sie spać.
Wypatrujesz bratniej duszy
w drzewach pochylonych nad wąwozem
milczących przy grobach honoru
zasnutych mgłą czekania...
Patrzysz na puste pola
czekające słów wiosny
gotowe rodzić nadzieję
i chleb pachnący szczęściem
Myśli zaplatasz na wietrze
by płynęły jak latawce
Wraz z kluczem żurawi
poznają wolność przestworzy...
Nie ma Ciebie tu gdzie jesteś
rozpływasz się nad łąką ciszy
karmiąc bezdomne ptaki
wiara w rychłe ocieplenie
Telefon wyrywa Cię ze snu
żywioły codzienności upominają się głośno
Praca stuka pytaniami do drzwi
listonosz spóźnia się z pocztą
Wstajesz wychodzisz zamykasz drzwi
pozostawiając zapach lasu
Wszystko wraca do normy
noc i jutrzejszy świt....
brzdęk.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz