poniedziałek, 29 stycznia 2018

niedziela do pracy nie do przyjaciela... 2011.03.20

 20 marca 2011

Tak, tak dzisiejsza niedziela nie dla przyjaciela tylko dla prac - tak budził mnie budzik. A darł sie okrutnie  wzywając do tego żeby wstać.
Nie miałem na to ochoty lecz musiałem iść ,  W pracy jednak  czas płynął spokojnie , może to za sprawa tego że kierownik dziś nie przyjechał i nie było "mieszaczy" którzy chcą się wypromować kosztem innych.
Oczywiście kulturalnie wybrałem się na obiadek i zamówiłem sobie kotleta po zbójnicku  tym razem z frytkami bo na ziemniaki musiałbym czekać.
Po powrocie do domu  nie miałem jednak na nic ochoty wiec  chwilkę spędziłem na wirtualnej farmie a potem oglądałem chwilkę w telewizji.
Dziś w Planicy pożegnał się z kariera sportową Adam Małysz -  bardzo ślicznie mu się to udało bowiem  zajął 3 miejsce a jego koledze z drużyny poszczęściło się jeszcze lepiej bo Kamil Stoch  stanął na najwyższym podium i rozległ się Mazurek Dąbrowskiego.  Adama będzie można jeszcze podziwiać w Zakopanym za tydzień bo wtedy będzie jego benefis  i tzw. skoki do celu.  Ale trzeba by mu przyznać fakt ze zawrócił spotem zimowym w Polsce i to dzięki niemu skoki stały się  u nas popularne. Osiągnął bardzo wiele i tylko złośliwcy i zazdrośni mówią ze nie zdobył złota olimpijskiego... Ale  dla mnie będzie on nadal wielki...

            Blady świt nad sosną białą 
            i szum góralskich pieśni
            pochwalony bądź chlebie powszedni
            z hołdem dla ziemi i pracujących dłoni...

                        Kłaniam się tobie wodo błękitna
                        ze strumieni z potoków i rzeki
                        Karmicielko pól i istot wszelakich
                        kojąca pragnienie i niosąca ochłodę

            I słońcu cześć oddaje co rządzi na niebie
            chmurom co deszcz niosą i wiatrowi poecie
            Bogu niech będą dzięki wielkie
            za życie na całym świecie

                        A potem tę pajdę chleba 
                        smaruje masłem, dżemem
                        łyk kawy a może mleka
                        błogosławiąc to co mam zajadam śniadanie

            A potem każdy krok w dzień
            choć często idzie się pod górę
            jest jakoś łatwiej i lżej
            i sam nie wiem komu za to powiedzieć "dziękuje"

                        I  chociaż  nazbiera się tez łez
                        i przekleństw na nieudane ścieżki
                        to z pokora  biorę wieczorem chleb
                        i nożem na nim znaczę  krzyż powszedni...

brzdęk..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz