czwartek 31 lipca 2014
Dzień spokojnie przelatuje na tarczy zegara a ja nie narzekam już na nic idę załatwiać drobne sprawki
Nic ciekawego się nie dzieje a ja bycze się i nawet udaje mi się zasnąć na chwilkę przed nocną zmianą
Kiedy wychodzę do pracy dopada mnie deszcz. Spotykają się akuratnie 3 burze. Które Ida z różnych stron. Nagle piorun wali niedaleko mnie aż czuje jak się ziemia trzęsie
Mam stracha.
Do pracy docieram mokry i ciutek opóźniony bo tak lało ze autobus nie jechał ze względu na widoczność…
Milkną słowa w środku nocy
oczarowane ciszą
człowiek nie ma już siły
na ciągły lament
Zamyślenie przewraca strony
z jego pamiętnika
wysłuchując schorowane bicie serca
jesień melancholii zbliża się zbyt szybko…
Księżyc stuka głośno
w drewno konfesjonału
oznajmiając że czas wypełniać pokute..
siejąc dobro przebaczenia
Bezgwiezdna noc czuwa nad spokojem
uginają się pod ciężarem cienie życia
koślawe litery serca
chcą dogonić swe marzenia
Jedynie sen stanie się ich wypełnieniem
Bezkresne morze oczyszczenia
otrze łzy samotności i lęku
A jutro może zapuka nadzieja…
brzdęk...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz